czwartek, 20 stycznia 2011

Pierwszy wpis

          96 - nie chce być inaczej, 4 do stu kilogramów oczywiście- 30 kilo tłuszczu, nadwagi otyłość tzw. liczby nie kłamią. Lubię liczby z natury jestem księgową wszystko mogę i lubię przeliczać - liczby nigdy nie kłamią. Mogę się mamić złudną nadzieją że nie jest żle, wciągać brzuch podchodząc do lustra , naciągać kolejną bluzeczkę na spasiony brzuch- fakty jakie są każdy widzi a ja to umiem przeliczyć.
Przed chwilą zjadłam paczkę pierniczków z nadzieniem jabłkowym nie powiem że mi nie smakowały bo to nieprawda, nikt mnie nie namawiał do złego, jem bo to jedyna moja przyjemność taka prawdziwa. Każdy grubas oszukuje siebie i najbliższe otoczenie, że nic takiego właściwie to nie je, że uważa na kalorie, gardzi kolacją a na torcik to Broń Boże. Zna wszystkie diety, potrafi przeliczyć kaloryczność każdej potrawy.
Kurwa - wyglądam jak Niezgoda. Trudno się  z tym pogodzić . Codzienność polega na unikaniu tematu, nie stawaniu przy połowę mniejszych, epatowaniu zadowoleniem z życia i własnego wyglądu. Jestem w tym mistrzynią, codziennie rano wstaję myję i czeszę włosy, maluję oczy, wyciągam rzęsy - zawsze mam zrobione, dobra miało być na szczerze- prawie zawsze zrobiony świeży manicure, golę nogi, depiluje bikini, polewam się Diorem i strugam wariata. Zawsze uśmiechnięta - jestem kłamcą, smutnym klaunem- ba od dawna nie jestem kobietą. Nikt sie za mną nie obejrzy na ulicy, no chyba że usłyszę jakiś tekst o wielorybie - albo jestem przewrażliwiona- pewnie tak. Nie czuję się kobietą, wstydzę się swojego ciała, nagości- wieczna frustracja napędza kolejne kilogramy-kwadratura koła. Ktoś powie ludzie mają większe problemy- pewnie tak ale jaki to ma wpływ na moją sytaucję - żaden. Ulga przychodzi z nadejściem nocy, zawsze kiedy śnię jestem szczupła idę w spódnicy do kolan, szpileczki przyjemnie stukają w rytm moich kroków, lekki trencz
delikatnie otula moją szczupłą talię i nie pamiętam że na jawie jestem słoniem, uroda chwili, przyjemność z bycia piękną jest jak balsam.
        8- następna wielkość- tyle lat choruję na paskudną, podstępną i niewdzięczną chorobę o wdzięcznej nazwie-fibromialgia- cóż to za choroba pokrótce- niechciana, wstydliwa, ukrywana bo nieelegancka. Zrujnowała mi poprzednie życie, zawładnęła ciałem i umysłem, rządzi niepodzielnie, karze gdy jestem nieposłuszna nie daruje żadnej choćby najmniejszej zdrady, degraduje odbiera godność i siły do życia. Lekceważona przez lekarzy, budząca drwiący uśmieszek, niedowierzanie u najbliższych. Eliminuje z życia  w potocznym słowa tego znaczeniu, okalecza ciało, rujnuje umysł. Przez pierwsze lata wzbudza strach i histerię
aby po kilku latach pozostać jedyną i wierną przyjaciółką, zabiera ułudę szczęśliwego życia, bezlitośnie zrzuca z piedestału tak zwaną miłość, przyjażń i serdeczne znajomości. Pozbawia złudzeń a kiedy stoisz nagi i bezbronny ofiarowuje ci niespodziewanie życie duchowe o jakim wcześnie nie marzyłeś, zaczynasz naprawdę czuć, potrafisz współczuć, wyciągnąć rękę do potrzebującego, uwrażliwia na wszelką niesprawiedliwość, daje takie pokłady empatii o jakiej nigdy nie śniłeś. Nie jestem już kobietą - jestem człowiekiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz